Z historii afrykańskiej piłki. Mógł wylądować z kuzynką w łóżku

Trwa dobra passa futbolu w Demokratycznej Republice Konga. W listopadzie TP Mazembe, po raz piąty w swojej historii, wywalczyło klubowe mistrzostw kontynentu, wygrywając afrykańską Ligę Mistrzów. Przed tygodniem po Mistrzostw Narodów Afryki sięgnęła z kolei grająca w krajowym składzie reprezentacja. W historii czterech turniejów African Nations Championship było to druga wygrana „Lampartów”. Po raz pierwszy triumfowali przed siedmiu laty.

Te sukcesy sprawiają, że przypomniało mi się moje spotkanie z zespołem narodowym z tego olbrzymiego kraju, podczas Pucharu Narodów w Egipcie w 2006 roku. Z książki „Afryka gola!”:

Niewiele brakowało, a ćwierćfinałowe spotkanie gospodarzy nie doszłoby do skutku. I wcale nie chodziło o względy bezpieczeństwa. Świetnie grający tutaj piłkarze DR Konga od początku imprezy mówili tylko o finansach. Federacja nie wypłaciła bowiem zawodnikom obiecanych należności, więc ci przed każdym kolejnym spotkaniem grozili, że nie wyjdą na boisko. Do kapitana drużyny Lomana LuaLua dzwonił nawet sam prezydent kraju Joseph Kabila.

- Piłkarze mają rodziny, nie mogą grać za darmo. Jako kapitan muszę zadbać o ich dobro. Tuż przed naszym pierwszym meczem z Togo rozmawiałem przez kwadrans z prezydentem kraju. Obiecał, że wszystko będzie uregulowane – mówił mi LuaLua.

Ten grający przez lata w takich angielskich klubach, jak Newcastle czy Portsmouth, napastnik robi wrażenie. I to zarówno postawą na boisku, jak i poza nim. To prawdziwy zawodowiec. Na murawie haruje za dwóch. Poproszony o rozmowę nikogo nie zbędzie, nie patrzy na ciebie z góry i zawsze znajdzie czas, żeby odpowiedzieć na pytania. Może dlatego, że ciężko w życiu pracował na to, co osiągnął? Już w wieku dziewięciu lat musiał opuścić rodzinny kraj, dotknięty wojną domową. Potem przebijał się na szczyty do Premier League. Nie zapomniał jednak skąd pochodzi, i w 2006 roku założył w rodzinnej Kinszasie fundację, która ma pomagać żyjącym na ulicach miasta dzieciom. A tych, po kolejnej wojnie domowej nie brakuje. W jednym z wywiadów LuaLua tak wspominał swoją wizytę w Kinszasie.

- Po jednym z meczów poszedłem ze znajomymi do nocnego klubu. Przyczepiła się do mnie dziewczyna, ale nie miałem ochoty na rozmowę. Spędziła więc trochę czasu z moim kuzynem, tańcząc na parkiecie i rozmawiając. Potem okazało się, że wszyscy jesteśmy krewnymi. Strach pomyśleć, co mogło się stać. Mogłem wylądować w łóżku ze swoją kuzynką. Wiele dziewczyn takich jak ona pracuje na ulicach jako prostytutki. Nie mają wyjścia, bo inaczej nie są w stanie zarobić na życie – opowiadał LuaLua.

W Kinszasie za 180 tys. dolarów wybudował ośrodek dla sierot, w którym zatrudnił dziesięć osób. Jest tam też mała piłkarska akademia”.

Wtedy ćwierćfinał Pucharu Narodów DR Konga wysoko przegrał z Egiptem 1:4. Już po tym spotkaniu w Kairze Loman LuaLua dowiedział się, że tuż przed meczem zmarł jego osiemnastomiesięczny synek. LuaLua, mimo prawie 36-lat dalej jest aktywny. Jeszcze niedawno grał w tureckim klubie Akhisar Belediyespor.

ZOBACZ WIĘCEJ Z HISTORII AFRYKAŃSKIEJ PIŁKI

Polscy trenerzy w Afryce

Uczył ich grać

Najwyższe wygrane w historii

Tak grali w mundialach

Najwyższe przegrane w MŚ

Bafana Bafana – od chwały do katastrofy

Polityka i futbol w Egipcie

Kłopoty w eliminacjach mistrzostw świata

Powstanie Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej

Zrezygnowali z gry na mundialu

Komplementował go sam Pele

Latający Egipcjanin

Kolonialiści futbol i… Ernest Wilimowski

Mundial bez Afryki Północnej?

Na tropach Eusebio w Mozambiku

Pierwszy na polskich boiskach

Mario Coluna

Zagrają po raz pierwszy

Kazał stracić pisarza

Jubileuszowy mecz Kasperczaka

Tak wspominają Henriego

Najlepsi trenerzy

Dramatyczny finał

Trochę Afryki pod Wawelem

Pierwszy zagrał w Afryce. Historia Roberta Gaszyńskiego

Jak Blatter wykiwał Czarny Ląd

Z kolonii do Benfiki

Jak Polska z Nigerią grała o finał

17 pchnięć nożem

Ten wpis zostal opublikowany w sobota, Luty 13th, 2016 o 07:30 i jest napisany pod Afryka. Mozesz sledzic komentarze do tego wpisu poprzez RSS 2.0 kanal. Mozesz rowniez zamiescic komentarz, lub sledzic post ze swojej wlasnej strony.

7 odpowiedzi dla “Z historii afrykańskiej piłki. Mógł wylądować z kuzynką w łóżku”

  1. Kartagińczyk napisal(a):

    Renard wraca z podkulonym ogonem do Afryki – tym razem obejmie Maroko ;p

  2. Biker napisal(a):

    To ze zostawił Cote d’ Ivoire był jego błedem.
    Zobaczymy jak przygoda z Marokiem sie uda i jak długo…

  3. Michal Zichlarz napisal(a):

    @Kartagińczyk
    czy ja wiem czy z podkulonym ogonem? Maroko to jednak, co by nie mówić potentant. To jest wyzwanie dla Renarda.

  4. Michal Zichlarz napisal(a):

    @Biker
    łatwo nie będzie miał. Swego czasu przekonał się o tym trener Kasperczak

  5. Kartagińczyk napisal(a):

    Chodzi o to, że był zbyt pewien swoich umiejętności i po raz kolejny po “przejechaniu” się w Ligue 1 wraca do Afryki.

    A czy Maroko to potentat? Polemizowałbym. Mają apetyty na sukcesy oraz potencjał, ale dawno nic nie pokazali ciekawego.

  6. Biker napisal(a):

    @Kartagińczyk
    Umiejętności to on ma i to nie tylko typowo szkoleniowe ale i mentalne. Szacunek i Zambijczycy i Ivoryjczycy do niego mieli.
    @Michał
    Oczywiście, że sam będzie musiał się odbudować i do tego kadrę Maroka, która ,,cudami nie grzeszy,,. Podwójna rola, więc to jest podwójne wyzwanie…. ;-)

  7. Z historii afrykańskiej piłki. Olimpijskie złoto dla Super Orłów | AfrykaGola.pl napisal(a):

    [...] Mógł wylądować z kuzynką w łóżku [...]

 

Zamiesc komentarz