Rozmowa z Samsonem Siasia: Trzymam kciuki za Afrykę

Jako trener wywalczył młodzieżowe wicemistrzostwo świata i srebro olimpijskie. Był też selekcjonerem reprezentacji Nigerii. W zespole “Super Orłów” wystąpił 51 razy i zdobył 16 bramek. Pod tym względem zalicza się do czołówki w kraju, który na Czarnym Lądzie jest potentatem. Jako zawodnik był też mistrzem Afryki. Z “Super Orłami” wygrał Puchar Narodów w 1994 roku. O afrykańskiej piłce, mundialu, pracy w Polsce i nie tylko rozmawiam z Samsonem Siasią*. Ta rozmowa nie byłaby możliwa, gdyby nie mój dobry przyjaciel w Lagos Vincent Alumona. Z Samsonem Siasią zna się bardzo dobrze, dlatego też dzięki niemu udało się porozmawiać ze znaczącą osobą w nigeryjskiej piłce. Ten wywiad zostanie też opublikowany w jutrzejszym wydaniu katowickiego “Sportu”.

MICHAŁ ZICHLARZ: W 2006 roku niewiele brakowało, a zostałby pan trenerem Legii Warszawa. Przypomina pan sobie?

SAMSON SIASIA: – Tak, rzeczywiście. Byłem zainteresowany tą posadą. Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Jest chyba obawa przed zatrudnieniem czarnych szkoleniowców. Gdyby to wtedy wyszło, to na pewno byłby to ciekawy eksperyment, a dla mnie doświadczenie nie do przecenienia.

Czy Samson Siasia wie coś o polskiej piłce?

- Szczerze to nie za wiele. W przeszłości mieliście solidną i liczącą się reprezentację, ale nie wiem co jest przyczyną, że teraz tak nie jest.

A dalej jest pan zainteresowany pracą w Europie?

- Jak najbardziej. Póki co jestem w Nigerii, ale mam kontakt z ludźmi w Grecji. Niewykluczone, że pojawi się temat pracy w tym kraju.

Wracając do Polski. Przez lata występował pan w Lokeren, gdzie drugim trenerem był Włodzimierz Lubański. Jak go pan wspomina?

- Świetny trener i jedna z tych osób w mojej piłkarskiej karierze, której wiele zawdzięczam. Swoimi radami pomagał mi jak mógł w okresie pobytu w Belgii. Wiele z tego skorzystałem. A co u niego słychać w tej chwili? Mam nadzieję, że powodzi mu się dobrze.

Bramkarz reprezentacji Nigerii Vincent Enyeama powiedział niedawno, że Nigeria może zostać mistrzem świata. Co pan na to?

- Też tak myślę. Wszystko jest możliwe. A dlaczego nie? Każdy zespół, który zakwalifikował się na mundial ma swoje szanse. Jednie większe, inni mniejsze. W naszym przypadku, to wszystko kwestia odpowiedniego przygotowani się do mistrzostw.

Kiedy pan grał w ekipie “Super Orłów, to po zdobyciu Pucharu Narodów w 1994 roku, bardzo dobrze zaprezentowaliście się potem na amerykańskim mundialu. Jakby pan porównał tamtą reprezentację z obecną?

- Nie pokusiłbym się o takie porównanie. Tamta kadra miała inną jakość. W zespole grali piłkarze, z których praktycznie każdy potrafił trafić do siatki rywala. Yekini, Okocha, Oliseh, Amokachi, ja czy jeszcze kilku innych. W momencie potrafiliśmy zdobyć bramkę. Ta obecna kadra jest inna. Mniej w niej piłkarzy ofensywnych.

Uważa pan w takim razie, że zespół trenera Stephena Keshiego jest słabszy od tego z 1994 roku?

- Nie to chcę powiedzieć. Brakuje jednak piłkarzy potrafiących, jak my wtedy, łatwo zdobywać gole. Pokazał to choćby ostatni Puchar Konfederacji. Mieliśmy tam problemy ze zdobywaniem bramek. Nie znaczy to jednak, że obecna reprezentacja jest gorsza od drużyny z lat 90.

W grupie na mundialu w Brazylii Nigeryjczycy zagrają z Iranem, Bośnią i Hercegowiną oraz Argentyną. Rywale nie są chyba zbyt wymagający?

- W mistrzostwach na pewno nie będzie słabeuszy, choć grupa w której gramy na pewno nie jest najmocniejsza. Ważne, żeby być dobrze przygotowanym do całego turnieju i do każdego spotkania. Mamy szczęście, że zaczynamy z Iranem. Jeśli zwyciężymy w swoim pierwszym meczu, to drużyna na pewno nabierze pewności siebie i powinno być łatwiej w kolejnych grach. Wierzę, że przy dobrym dniu i sprzyjających okolicznościach jesteśmy nawet w stanie pokonać Argentynę.

No właśnie. Pan ma chyba dobre wspomnienia ze starcia z tym rywalem na mistrzostwach w Stanach Zjednoczonych?

- To prawda. Zdobyłem wtedy efektowną bramkę, która przez FIFA uznawana jest za jedną z ładniejszych w historii mundiali. Dla piłkarza taki moment to niezapomniane przeżycie. A co do Argentyny, to nasz rywal na prawie każdych mistrzostwach świata.

Dotychczas zespołom z Afryki nie udało się przedrzeć do czołowej czwórki mistrzostw świata. Myśli pan, że turniej w Brazylii coś zmieni w tym względzie?

- Wierzę, że tak będzie. Ghana ma świetny zespół, z piłkarzami grającymi w najmocniejszych ligach. To nie przypadek, że w eliminacjach potrafili wygrać z mocnym Egiptem 6:1. Już zresztą na poprzednim mundialu byli praktycznie w półfinale, gdyby nie ręka Luisa Suareza. Na pewno mocna będzie też nasza reprezentacja czy Wybrzeże Kości Słoniowej, choć w ich wypadku w kadrze jest wielu już wiekowych zawodników. Nie sądzę z kolei, żeby niespodzianki sprawiły zespoły Kamerunu czy Algierii.

Jaki jest problem z drużynami z Afryki? Wygrywacie w juniorskich czy młodzieżowych mistrzostwach świata, a później są kłopoty. Z czego to wynika?

- Po części z dyscypliny, po części z przygotowań. Jest różnica w tym jak trenuje się w Europie czy u nas. Jest też sprawa podejścia do trenerów. W Afryce niestety nie jest z tym najlepiej. Szkoleniowiec często jest pomiatany. Nie ma respektu ze strony swoich pracodawców czy też zawodników. To duży minus. Ale jedno jest pewne, w Afryce piłkarskich talentów nie brakuje.

Pan jako szkoleniowiec poprowadził młodzieżową reprezentację Nigerii do wicemistrzostwa świata, a olimpijski zespół do srebra na igrzyskach w Pekinie. Jak znajdujecie zawodników?

- Nie jest to łatwe. Ja jeździłem po kraju i wyszukiwałem do zdolniejszych. Potem sprowadzałem ich w jedno miejsce, żeby mogli normalnie trenować. W ten sposób osiągałem sukcesy z reprezentacją do lat 20 czy potem z olimpijską.

Wspomniał pan o ciężkiej pracy szkoleniowców w Afryce. Pan też ma w tym swoje doświadczenia?

- Kiedy zostałem selekcjonerem “Super Orłów” i nie zdołałem wywalczyć awansu do finałów Pucharu Narodu, to działacze natychmiast mnie zwolnili. Brak cierpliwości naszych działaczy to też jedna z tych rzeczy, która sprawia, że nasz futbol nie odnosi takich sukcesów, jak mógłby. Jest wiele przykładów szkoleniowców w Europie czy Ameryce, gdzie trenerzy pracują latami. Nie zwalnie się po jednym czy dwóch przegranych meczach, jak ma to miejsce u nas.

Pan ma w tej chwili jakiś kontakt z Nigeryjską Federacją Piłkarską?

- Nie. Nie chcą tam teraz mojej pomocy. Mają swoich ludzi.

Ale doczekał się pan nawet stadionu o imieniu Samsona Siasia. Jest pan więc jak sam Nelson Mandela, którego imię nosi stadion w Port Elizabeth w RPA.

- (śmiech) Nie porównywałbym się do takiej osobistości. Ale stadion w stanie Bayelsa faktycznie nosi moje imię. Muszę przyznać, że to wielki zaszczyt i honor, że tak jest. Czuję się ogromnie zaszczycony.

Co pan w tej chwili robi?

- Zostałem zatrudniony przez gubernatora stanu Bayelsa, żeby podnieść poziom futbolu. Robię więc co mogę. Pomagam, organizuję wszystko jak należy. Do tego mam swoją piłkarską akademię w stolicy Nigerii Abudży. Zatrudniam szkoleniowców, którzy opiekują się trzema zespołami począwszy od pięcioletnich chłopców. To nie łatwe prowadzić taką akademię, bo potrzeba nam sponsorów i wpływów, żeby wszystko dobrze funkcjonowało.

Na koniec pytanie o faworytów Samsona Siasia w przyszłorocznym mundialu w Brazylii?

- Na pewno gospodarze. Mocni będą też z pewnością Niemcy czy Argentyńczycy. Hiszpanie? Grają tym samym składem od kilku lat. Może im być już teraz ciężko. Wierzę też, że w rywalizację z najlepszymi włączą się afrykańskie reprezentacje.

*Kim jest Samson Siasia?

Urodzony: 14 sierpnia 1967 roku w Lagos

Pozycja na boisku: pomocnik, napastnik

Kariera piłkarska: Julius Berger, Flash Flamingoes, El-Kanemi Warriors, Lokeren, FC Nantes, Tirsense, Al-Hilal (Arabia Saudyjska), Perth Glory, Hapoel Holon (Izrael)

Reprezentacja Nigerii: 51 meczów/16 bramek

Sukcesy jako piłkarz: Puchar Narodów Afryki w 1994 roku, mistrzostwo Francji z Nantes w 1995 r.

Kariera trenerska: reprezentacja Nigerii do lat 20 (2005-07), reprezentacja Nigerii do lat 23 (2007-10), pierwsza reprezentacja Nigerii (2010-11)

Sukcesy jako trener: młodzieżowe mistrzostwo Afryki w 2005, młodzieżowe wicemistrzostwo świata w 2005, srebrny medal olimpijski w 2008 r. w Pekinie

Ten wpis zostal opublikowany w piątek, Styczeń 10th, 2014 o 22:53 i jest napisany pod Afryka. Mozesz sledzic komentarze do tego wpisu poprzez RSS 2.0 kanal. Mozesz rowniez zamiescic komentarz, lub sledzic post ze swojej wlasnej strony.

5 odpowiedzi dla “Rozmowa z Samsonem Siasia: Trzymam kciuki za Afrykę”

  1. Biker napisal(a):

    Trzy sprawy – to nie pierwszy raz jak chwali sie naszego trenera Wlodzimierza Lubanskiego. Rowniesz Boubacar Barry cenil sobie wspolprace z nim,a mowa oczywiscie o belgijskim klubie Lokeren.
    Widze,ze Samson Siasia i Vincent Enyeama sa mega optymistami. Ja sadze, ze 1/4 jest w zasiegu Nigerii,ale sukces zalezy od tego o czym mowil bohater wywiadu,czli od skutecznosci…Jak Moses,Emmenike,Musa czy Brown beda skuteczni to kto wie co bedzie.
    A jesli chodzi o stadion im. Nelsona Mandeli w Port Elizabeth, to stadion w Kampali,stolicy Ugandy tez nosi imie niedawno zmarlego bohatera walki z apartheidem. R.P.A.

  2. fvcghghg napisal(a):

    Przypominam, że Ukah urodził się we Włoszech więc jest farbowanym lisem
    Trener powoła ich hurtem
    może powoła jeszcze z 4 ligi albo 5 bo tam też grają
    w Częstochowie przyjechał facet z Nigerii i mieszka w namiocie może go też powoła
    nie wiem czy umie grać w piłkę ale oni wszystkich biorą to jego też warto sprawdzić
    jak się nie nada to przynajmniej wróci do domu za darmo

    ten dziennikarz powinien wysłać mu zaproszenie i pieniądze by tu przyjechał
    ja nie chce oglądać meczu polska nigeria

    zamiast tak po europie jeździć powinien przekazać na wodę dla ludzi
    fundacje zbierają dla nich na wodę, a oni zamiast to samo jeździć tracą kasę przekonywując aby piłkarze grali dla nich

  3. Zamieszanie w Ghanie i Nigerii | AfrykaGola.pl napisal(a):

    [...] Zespół z Afryki Zachodniej nie zaczęły nawet źle, bo po dwóch spotkaniach w grupie E mają na swoim koncie 4 punkty i zajmują drugą lokatę, ale czarne chmury nad szkoleniowcem z Ghany zbierały się już od dłuższego czasu, od mundialu w Brazylii. Tak na marginesie, przykład Kwesi Appiah’a pokazuje, jak trudno jest pracować lokalnym szkoleniowcom u siebie. Mówił mi o tym parę miesięcy temu świetny nigeryjski piłkarz, a potem trener Samson Siasia. ZOBACZ TEKST TRZYMAM KCIUKI ZA AFRYKĘ. [...]

  4. Z historii afrykańskiej piłki. Olimpijskie złoto dla Super Orłów | AfrykaGola.pl napisal(a):

    [...] olimpijskim finale przegrali wtedy 0:1 z Argentyną, w której składzie był Lionel Messi. Siasia, niedoszły trener Legii Warszawa, ponownie jest trenerem olimpijskiego zespołu [...]

  5. Analiza. Pięć przyczyn klęski | AfrykaGola.pl napisal(a):

    [...] trenerów, Aliou Cisse w Senegalu i Nabil Maaloul w Tunezji. Pozostałe prowadzili obcokrajowcy. Kilka lat temu rozmawiałem o tym z Samsonem Siasią, świetnym zawodnikiem, a potem bardzo dobrym trenerem, który z Nigeryjczykami wywalczył [...]

 

Zamiesc komentarz