Korespondencja z Maroka. Wywiad. Trzeba na nich uważać
Z Patrickiem Juillardem, mającym tunezyjskie korzenie dziennikarzem z Francji pracującym dla Football365, współpracującym z RFI RadioFoot i France24 spotkałem się podczas swojego pierwszego Pucharu Narodów Afryki w 2004. Teraz ponownie była okazja do rozmowy. Rozmawialiśmy w Rabacie. Świetnie orientuje się w meandrach tunezyjskiego futbolu za którym dwa nieudane turnieje, bo w grudniu w Katarze w FIFA Arab Cup, no i teraz w Maroku, gdzie skończyli na 1/8. Oto nasza rozmowa (materiał ukazał się w aplikacje katowickiego Dziennika Sport).
Obserwuje pan uważnie to co dzieje się wokół reprezentacji Tunezji, jaki bałagan powstał po porażce na FIFA Arab Cup w grudniu w Katarze i teraz po odpadnięciu w 1/8 z Pucharu Narodów. Co można powiedzieć o tym co się tam dzieje?
- Odejście ze stanowiska selekcjonera Sami Trabelsi po przegranej w karnych z Mali nie było żadnym zaskoczeniem. Został zatrudniony w zeszłym roku, z krótkoterminową misją, żeby zakwalifikować reprezentację do finałów MŚ, co jak wiemy się udało. Co do Pucharu Narodów, to awans na ten turniej wywalczył poprzedni selekcjoner, nie Trabelsi. W listopadzie Tunezja zremisowała po bardzo dobrym meczu z Brazylią 1:1, co dało trenerowi kredyt ze strony tunezyjskiej federacji. Ale już wtedy pojawiały się wątpliwości czy powinien dłużej pracować z kadrą czy nie.
Kiedy pojawiły się te rzeczywiste problemy?
- Wtedy, kiedy okazało się, że Tunezja w przeciągu miesiąca musi zagrać dwa duże międzynarodowe turnieje. Pierwszy w Katarze, gdzie rywalizowały drużyny arabskie, no i Coupe d’Afrique w Maroku. To było zbyt wiele. Przecież spora grupa zawodników uczestniczyła i w Arab Cup i w Pucharze Narodów. Było widać zmęczenie, znużenie. To odbiło się na grze Tunezyjczyków podczas turnieju w Maroku, gdzie nie prezentowali się tak, jak tego od nich oczekiwano, a oczekiwania w stosunku do tej reprezentacji zawsze są wysokie. To przecież licząca się reprezentacja na kontynencie.
Maroko dla przykładu wysłało na Arab Cup drużynę złożoną z krajowych gracz. Wygrali zresztą imprezę w Katarze. Dlaczego podobnie nie postąpiła Tunezja?
- Tutaj jest różnica. Jak widzimy, w reprezentacji Maroka na PNA nie ma graczy z lokalnych, marokańskich klubów, to wszystko piłkarze grający w markowych europejskich klubach. Tunezja nie ma takiego potencjału. W kadrze jest aż 10 zawodników z lokalnej ligi, oni też pojadą na mistrzostwa świata. To zasadnicza różnica. Inna jest taka, że Tunezyjska Federacja Piłkarska nie ma pieniędzy. Nie było wyboru i trzeba było wysłać podobne zespołu i do Kataru, a potem Maroka.
Jak w takim razie ocenić reprezentację Tunezji? Jeżeli reprezentacja Polski zakwalifikuje się przez baraże do MŚ, to będzie to nasz pierwszy rywal w amerykańskim mundialu w połowie czerwca.
- To będzie inna drużyna niż ta, którą widzieliśmy podczas Africa Cup of Nations. W kadrze Tunezji nie brakuje dobrych zawodników. Czego potrzeba, to być może dobrego szkoleniowca, który wszystko odpowiednio poukłada, który wyznaczy graczom odpowiedni kierunek. Trabelsi i jego poprzednicy nie byli zbyt dobrzy na pozycję, którą sprawowali, raczej taka stara szkoła trenerska, nie uwzględniająca wszystkich futbolowych nowinek, zmian.
A jeśli chodzi o zatrudnienie nowego selekcjonera?
- To trzeba powiedzieć, że jak podkreślam, Tunezyjska Federacja Piłkarska nie ma funduszy na zatrudnienie kogoś z nazwiskiem. Są w stanie zaoferować około 25 tys. euro miesięcznie. Uważam, że nie zatrudnią nikogo z Europy, chyba że kogoś, kto będzie się chciał poświęcić, żeby pokazać się podczas mistrzostw świata [rozmowa odbyła się jeszcze przed zatrudnieniem przez FTF Sabri Lamouchi na selekcjonera – przyp. aut.].
Może szkoda, że Henryk Kasperczak nie jest już młody. Może on odmieniłby grę Orłów Kartaginy!
- O tak! Wykonał w Tunezji przez swoje dwie kadencje kawał dobrej roboty. Prowadził jeszcze Tunezję podczas pucharu w 2017, kiedy awansował z nią do ćwierćfinału. Teraz z racji na wiek, to już niemożliwe.
A jak Henri Kasperczak jest pamiętany w Tunezji?
- Jest dla niego wielki respekt i szacunek za wyniki osiągane w latach 90. [wicemistrzostwo Afryki, awans na igrzyska w Atlancie i na MŚ we Francji – przyp. aut.], a także za czasów tej jego drugiej kadencji w poprzedniej dekadzie. Szkoda, że wtedy nie udało mu się awansować dalej. Byłem na ich meczu w 2017 podczas PNA, kiedy w ćwierćfinale ulegli Burkina Faso. Pozostawił jednak za sobą dobre wspomnienia. To jest pamiętane.
2004 roku, to jedyny raz w historii, kiedy Tunezja triumfowała w Pucharze Narodów.
- Wtedy selekcjonerem był słynny Roger Lemerre, były trener reprezentacji Francji. W tamtym czasie Tunezja była licząca się siłą, miała dobry zespół, a przede wszystkim kraj dobrze prosperował i dobrze funkcjonowała gospodarka, ekonomia. Notowano wysoki wzrost gospodarczy. Teraz jest odwrotność tego co było wtedy, 20 lat temu. W tamtym czasie futbolową federacją kierował też Hammouda Ben Ammar, który wykonywał świetną pracę [szef Federation Tunisienne de Football w latach 2002-06 – przyp. aut.]. To miało swoje przełożenie na to, jakie wyniki osiągała reprezentacja i dlaczego triumfowała podczas pucharu u siebie w styczniu i lutym 2004 roku.
Na koniec pytanie o Tunezję podczas MŚ, która w grupie F jest z Holandią, Japonią i mam nadzieję, że z Polską. Może się liczyć w stawce?
- Grali ostatnio na MŚ i w Rosji i w Katarze. To że nie wyszli z grupy? W Katarze pod koniec 2022 naprawdę niewiele brakło. Zremisowali z Danią, na koniec grupowych rozgrywek pokonali obrońcę tytułu mistrza świata, a potem wicemistrza Francję. O tym, że nie udało się wyjść zdecydowała porażka z Australią. Głupia porażka, która zdecydowała o niepowodzeniu. Powiem tak, powinniście uważać jeżeli zagracie z Tunezją. To dobrze zorganizowana drużyna, która nie traci wielu bramek, a w eliminacjach MŚ nie straciła żadnej. Są dobrze przygotowani mentalnie. To nie będzie łatwy rywal dla nikogo.



