Tak było z Ebolą

Epidemia gorączki krwotocznej Ebola kosztowała życie ponad 11 tys. ludzi. Miała duży wpływ na afrykański futbol w 2014 i 2015 roku. Teraz to samo, tyle że w skali globalnej, ma odniesienie do pandemii koronawirusa.

Wszystko zaczęło się w Gwinei, kraju Afryki Zachodniej, gdzie w poprzedniej dekadzie, jako drugi trener reprezentacji „Syli Nationale  pracował były pomocnik Pogoni Szczecin i GKS Jastrzębie Krzysztof Zięcik. Najpierw zmarł tam dwuletni chłopak, który określony został „pacjentem zero”. Potem zmarła jego ciężarna mama, trzyletnia siostra oraz babcia. Na początku 2014 roku w Gwinei, w obszarze prefektury Gueckedou, gdzie pojawiły się pierwsze zachorowania i zgony, zaczęły umierać kolejne osoby. Do 22 marca 2014 roku odnotowano 49 zachorowań, a 29 osób zmarło. Władzom w Gwinei pomogła Francja. Badania wykazały, że tajemniczą chorobę wywołuje nowy szczep wirusa Ebola. Choroba – jak przy koronawirusie – zaczyna się od gorączki (38,5 st. C). Towarzyszą jej bóle głowy, mięśni i gardła oraz znaczne osłabienie. Potem pojawiają się wymioty, biegunka, wysypka. Źle funkcjonują nerki oraz wątroba, często pojawia się krwawienie, także wewnętrzne. Konieczna jest hospitalizacja, a w przypadku osób mających kontakt z chorym przymusowa kwarantanna. Jak w przypadku koronawirusa, tak i w przypadku wirusa Eboli, który pojawił się w Gwinei uważano, że ma on charakter odzwierzęcy. Chory chłopiec, „pacjent zero”, miał mieć kontakt z nietoperzem. Zresztą uważa się, że naturalnym rezerwuarem zarazków są właśnie owocożerne nietoperze. W marcu 2014 roku władze Gwinei, w obawie przed rosnącymi liczbami zakażonych i zmarłych – ten odsetek przy Eboli był znacznie wyższy niż teraz przy koronawirusie – zakazały sprzedaży i konsumpcji nietoperzy. Nie powstrzymało to niestety epidemii, która zaczęła się rozszerzać także na sąsiednie kraje, Liberię i Sierra Leone, dotknięte jeszcze wcześniej fatalnymi wojnami domowymi, gdzie zginęły dziesiątki tysięcy ludzi.

Po kilku miesiącach zamknięto granice pomiędzy krajami. Nigeria zawiesiła loty do dotkniętych epidemią krajów. Chore osoby, a takie przypadki notowano we wspomnianej i liczącej 200 mln ludzi Nigerii, DR Konga czy Senegalu, gdzie latali zakażeni mieszkańcy Gwinei, Sierra Leone czy Liberii, poddawano kwarantannie.

W czerwcu 2014 organizacja „Lekarze bez Granic” ogłosiła, że epidemia „całkowicie wymknęła się spod kontroli”. Czynnikami utrudniającymi opanowanie epidemii były: powstawanie ognisk epidemicznych w różnych krajach, nieadekwatne środki ostrożności podejmowane przez personel medyczny, zwyczaje pogrzebowe oraz opór społeczności lokalnych, w tym „uwalnianie” osób podejrzewanych o zakażenie, które były izolowane od otoczenia oraz podejrzenia, że choroba została wywołana czarami lub że lekarze zabijają zakażonych… Odnotowano także atak na pracowników organizacji pomocowych, w celu „uwolnienia” z ich rąk pacjentów, których w pośpiechu zabierano. Do końca 2015 roku odnotowano ponad 28 tys. zakażeń, 11,3 tys. osób zmarło w strasznych cierpieniach.

Bali się grać

Epidemia gorączki krwotocznej Ebola, jak teraz koronawirus, miała swoje przełożenie na sport, a futbol w szczególności. W drugiej połowie 2014 roku CAF, czyli Afrykańska Konfederacja Piłkarska zawiesiła wszelkie rozgrywki w Gwinei, Sierra Leone oraz Liberii. Ebola miała też ogromny wpływ na toczące się wtedy eliminacje Pucharu Narodów oraz sam finałowy turniej, który w styczniu i lutym 2015 roku miał być rozegrany w Maroku.

- Nie może być mowy o zapewnieniu bezpieczeństwa tym, którzy do nas przybędą, a liczbę kibiców z całego kontynentu szacujemy na 200 – 400 tysięcy kibiców. Żaden kraj nie jest przygotowany, żeby na bieżąco wszystko monitorować i ewentualnie zapobiec ewentualnym zakażeniom – mówił wtedy BBC minister sportu Maroka Mohamed Ouzzine.

W tej sytuacji CAF rozważało przeniesienie PNA do Ghany lub RPA. Trwały wstępne rozmowy. Z ewentualnej organizacji turnieju zrezygnował Sudan. Mówiono też o przełożeniu turnieju na inny termin.

W Nigerii przed eliminacyjnym meczem z Kongo, sprawdzano elektronicznymi czujnikami temperaturę kibiców wchodzących na stadion. Jednym z głównych objawów Eboli jest bowiem gorączka. W ten sposób władze zabezpieczały się przed rozprzestrzenianiem się choroby.

Panika z powodu Eboli wybuchła też w Europie. Z powodu obaw o zakażenie, na ostatnie gry w reprezentacji Gwinei nie poleciał Alhassane Bangoura. Piłkarz hiszpańskiego Rayo Vallecano nie pojechał na mecze, bo obawy przed zarażeniem zgłaszali jego klubowi koledzy. Mocno bali się też w Anglii. Po przyjeździe z meczów w swoich zespołach szczegółowej kontroli lekarskiej została poddana dwójka zawodników Newcastle: Cheick Tiote z Wybrzeża Kości Słoniowej i Pappis Cisse z Senegalu.

Sam zastanawiałem się wtedy co robić, bo miałem już wykupione bilet z Krakowa przez Londyn do Marrakeszu, gdzie miały być rozgrywane spotkania PNA.

Rady trenera Kasperczaka

Wobec tego co się działo, wydarzenia na piłkarskim boisku zeszły wtedy, jak i teraz, na dalszy plan. W sierpniu 2014 z gry z reprezentacją Sierra Leone, gdzie szalał wirus Ebola, odmówiły wyspiarskie Seszele. – Podjęliśmy decyzję o tym, że nie przystępujemy do spotkania po wcześniejszej informacji z naszego ministerstwa zdrowia, a także po decyzji władz rządowych, które odmówiły reprezentacji Sierra Leone wjazdu na nasze terytorium. Jest nam przykro, ale w zaistniałej sytuacji nie jesteśmy w stanie nic zrobić – podkreśla wtedy prezes Piłkarskiej Federacji Seszeli Elvis Chetty.

Pytałem wtedy prowadzącego, po raz drugi w swojej karierze reprezentację Mali trenera Henryka Kasperczaka, czy nie boi się Eboli. Doświadczony i jeden z najbardziej utytułowanych polskich szkoleniowców mówił tak.

- Póki co główne problemy są w Sierra Leone, Liberii i Gwinei. Jest też reakcja na to co się dzieje, bo przeznaczono pieniądze na walkę z wirusem, w Stanach Zjednoczonych testuje się lek. Mam nadzieję, że wszystko uda się opanować. Przestrzegałem i przestrzegam pewnych zasad. Biorę leki zapobiegające malarii czy szczepię się na żółtą febrę. Do tego zwracam uwagę na dietę. Nie jem surowych rzeczy, a raczej wszystko co jest gotowane i pochodzi z pewnego źródła – zaznaczał „Henri”, który na Czarnym Lądzie z powodzeniem prowadził kilka reprezentacji, jak Wybrzeże Kości Słoniowej, Tunezję (także dwukrotnie), wspominane Mali, Maroko czy Senegal.

Kara dla piłkarza…

Z Sierra Leone, Liberią oraz Gwineą nikt wtedy nie chciał grać. Wszyscy mieli obawy co będzie, jak dojdzie do bezpośredniej konfrontacji. Za wszelką cenę chciano uniknąć rozszerzenia się śmiertelnego wirusa Ebola. Tych wszystkich obaw doświadczył na swojej skórze reprezentant „Leone Stars” czyli narodowej jedenastki Sierra Leone John Kamara. Ten grający obecnie w azerskim klubie Keshla FK pomocnik, wtedy występował w greckim klubie Lamia FC. Po spotkaniu w eliminacjach Pucharu Narodów przeciwko Kamerunowi miał wracać do Europy, do Grecji i swojego klubu.

Jakież było jego zdziwienie, kiedy działacze poinformowali piłkarza z Afryki, że nie ma się pokazywać na treningach przez… co najmniej trzy tygodnie! Dlaczego trzy? Bo tyle wynosi okres zarażenia się śmiertelnym wirusem Ebola od momentu kontaktu z chorą osobą. Działacze greckiego klubu poradzili zawodnikowi, żeby albo nie wychodził z domu, albo żeby odwiedził rodzinę.

Tymczasem sam Kamara tłumaczył, że w rodzinnym kraju nie był przez rok. Nic nie pomogły też tłumaczenia, że „Leone Stars” swoje mecze w eliminacjach PNA grały albo na wyjazdach, albo na neutralnym terenie, bo w obawie przed zarażeniami w Sierra Leone zawieszono przecież wtedy wszelkie rozgrywki. Nie pomogły też argumenty, że zawodnicy na bieżąco są badani przyjeżdżając na zgrupowania swojej kadry. – Nie rozumiem decyzji mojego klubu, ale muszę ją respektować – mówi smutno John Kamara. Potem nosił koszulkę z napisem: „W Afryce Zachodniej wszyscy jesteśmy razem, nie jesteśmy wirusem”. Naraził się z tego powodu na… klubowe sankcje, a potem szybko zmienił miejsce pracy, przechodząc do Arisu Saloniki.

…i dla federacji

Rozszerzająca się epidemia wirusa Ebola skutkowała tym, że Maroko, w obawie przed stratami w sektorze turystycznym, zrezygnowało z organizacji Pucharu Narodów, który ostatecznie w styczniu i luty 2015 r. rozegrano w Gwinei Równikowej. Marokańczyków, jak Kamarę, też ukarano… Mieli być wykluczeni z uczestnictwa w dwóch kolejnych Pucharach Narodów. Na szczęście potem władze CAF odwołały tą swoją głupią decyzję.

ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W KATOWICKI SPORCIE

Ten wpis zostal opublikowany w środa, Marzec 25th, 2020 o 13:50 i jest napisany pod Afryka. Mozesz sledzic komentarze do tego wpisu poprzez RSS 2.0 kanal. Mozesz rowniez zamiescic komentarz, lub sledzic post ze swojej wlasnej strony.

5 odpowiedzi dla “Tak było z Ebolą”

  1. Biker napisal(a):

    Chłopiec który,, miał kontakt z nietoperzem,, był pierwszą ofiarą EBOLI.
    Konkretnie jadł mięso z nietoperza… Bo to przysmak w Gwinei, tak jak u nas schabowy…
    Problem polega na tym, że mięso z tych zwierzęt nie powinno być spożywane przez ludzi. Biblia nawet o tym mówi jakie mięso mogą ludzie spożywać, żeby NIE MIELI PROBLEMÓW ZDROWOTNYCH!!!
    A KORONAWIRUS TO MUTACJA WIRUSA, KTÓRE PRZENOSZĄ NIETOPERZE I WĘŻE…

    Ktoś wyciągnie jakieś wnioski z tego???

  2. Biker napisal(a):

    @Michał
    Bardzo dobry artykuł :)
    Problem w tym, że ludzkość nie wyciąga wniosków z tego zła, które ich spotkało. Zero pokory i jeszcze raz zero pokory.
    Niestety, a w zasadzie na szczęście zbliża się koniec tego CHOREGO ŚWIATA… I CZAS NA NOWY ŚWIAT :)

    https://youtu.be/xA_I9OKv8Dw

  3. Michal Zichlarz napisal(a):

    dokładnie Biker, dobrze ująłeś to w jednym z wcześniejszych postów pisząc, że wszystko to już zostało GDZIEŚ przewidziane

  4. Biker napisal(a):

    To cieszę się, że popierasz mnie i że wiesz o co chodzi… Większość ludzi jest głucha i ślepa na prawdę. Pozdro!!! :-)

  5. Piłkarze w walce z koronawirusem | AfrykaGola.pl napisal(a):

    [...] Tak było z Ebolą [...]

 

Zamiesc komentarz