Korzystają na sporze. FIFA, a Afryka
Afryka korzysta na sporze w FIFA o wpływy. Czarny Kontynent murem stoi za obecnym szefem Gianni Infantino i ma swoje powody. Po pierwsze, weźmy ostatnie mistrzostwa świata. W nich afrykańska reprezentacja to aż 10 drużyn. To dwa razy tyle ile było na mundialach w latach 1998-2022, kiedy wśród najlepszych grały 32 ekipy, a nie jak teraz 48. Po drugie i najważniejsze – pieniądze. Spójrzmy na drużyny narodowe z Czarnego Lądu w Ameryce. Sam awans na mistrzostwa to 10 mln dolarów, do tego 1,5 mln na przygotowania. Kolejne 11 mln $ to awans do 1/16, a przecież to udało się aż dziewięciu afrykańskim przedstawicielom na amerykańskim turnieju.
Oto artykuł „Wojna o FIFA”, który ukazał się w katowickim Dzienniku SPORT.
Mija dokładnie miesiąc od zakończenia mistrzostw świata za Oceanem, a walka trwa nadal, tyle że poza piłkarską murawą.
Turniej na amerykańskich stadionach wzbudził ogromne emocje zanim nawet wszystko się zaczęło. W Europie wielu nie spodobało się przyznanie pokojowej nagrody przez szefa FIFA Gianni Infantino prezydentowi Stanów Zjednoczonych Donaldowi Trampowi, podczas ceremonii losowania w grudniu w Waszyngtonie. Potem wybuchła wojna na Bliskim Wschodzie, niepewny do końca był udział Iranu w XXIII MŚ, aż wreszcie sam turniej ze swoimi „hydration brakes” i komercjalizacja jak się patrzy. Prezydent Infantino gdzie się nie pojawił, a sam byłem tego świadkiem na stadionach w New Jersey/Nowym Jorku, Bostonie czy Filadelfii, to były gwizdy pod jego adresem.
Europejska siła
Czarę goryczy przepełniło dla wielu kibiców to, co stało się już po zakończeniu turnieju, pod koniec lipca, a chodzi oczywiście o projekt FIFA Forward Enterprise (FFE). Zakładał czy zakłada on sprzedanie ok. 20 procent udziałów w prawach do turniejów organizowanych przez Międzynarodową Federację Piłki Nożnej prywatnym inwestorom na kwotę szacowaną na 20 miliardów dolarów. Za „prywatyzacją” mistrzostw świata stoją potężne finansowe siły braci Kushnerów, ortodoksyjnych Żydów, z których Joshua właśnie co, za 12,5 mld dolarów kupił koszykarski Los Angeles Lakers, a jego brat Jared jest zięciem prezydenta Trumpa, w 2009 roku ożenił się z Ivanką Trupm.
W oświadczeniu FIFA po ogłoszeniu planów można było przeczytać, że „FFE pozyska do 4,2 miliarda dolarów jeszcze w tym roku, aby pomóc finansować programy rozwojowe na podstawie początkowej wyceny kapitałowej na poziomie 20 miliardów dolarów, poprzez staranny wybór inwestorów długoterminowych, którzy kupią mniejszościowe, niekontrolujące udziały”.
To wywołało furię fanów głównie na Starym Kontynencie, a co za tym idzie w samej UEFA. Europejska federacja zagroziła, że jeśli plan komercjalizacji MŚ wypali, to ona zbojkotuje kolejny turniej i wszystkie inne organizowane przez światową federację. Union of European Football Associations to największa z futbolowych konfederacji, zrzesza 55 członków, a więc 1/4 całości FIFA. To też polityczna siła, bo przecież – co pokazał amerykański turniej – europejskie drużyn rządzą. Tak było podczas XXIII MŚ, tak było podczas zeszłorocznych klubowych MŚ – wymysłu prezydenta Infantino – gdzie w finale Chelsea pokonała Paris Saint-Germain.
Mocne wsparcie
Pod naporem UEFA i wsparciem dla europejskiego związku także Azji i strefy CONCACAF czyli Ameryki Północnej, Gianni Infantino wycofał się ze swojej propozycji mówiąc, że nie chce wywoływać podziałów w futbolowym środowisku, które i tak jest już mocno podzielone. 18 marca 2027 roku, podczas kongresu w Rabacie dojdzie do wyboru szefa FIFA. Infantino nie da się tak łatwo zastąpić. Może i nie ma poparcia UEFA, ale murem stoją za nim inni, jak prezydent Trump, jak Afryka czy Ameryka Południowa. Nie wiadomo też czy Azja się nie ugnie, o czym w wywiadzie dla „Sportu” mówi japoński ekspert Takashi Morimoto.
Potrafi liczyć
Na razie trwa krytyka Infantino, mocna w Europie, ale też wielu okazuje Szwajcarowi wyrazy poparcia, jak choćby kilka dni temu sześć arabskich krajów: Maroko, Egipt, Katar, Mauretania, Liban i Sudan. „Głęboko doceniamy wysiłki prezydenta Infantino na rzecz rozwoju piłki nożnej na całym świecie, poszerzania możliwości we wszystkich regionach oraz wzmacniania łączeniu ludzi i społeczności poprzez futbol” – można przeczytać w oświadczeniu. W ogóle cała Afryka popiera Infantino. Powód jest oczywisty – pieniądze. – Nasze federacje nie są tak bogate jak europejskie, a FIFA robi wiele, żeby nam pomóc poprzez różne programy finansowe, poprzez wsparcie na wielu szczeblach – mówili działacze z Kenii w jednym z programów emitowanych ostatnio przez serwis BBC World.
Weźmy ostatnie MŚ, gdzie Afryka była reprezentowana aż przez 10 swoich przedstawicieli. To podwojenie w stosunku do tego, co było w latach 1998-2022, kiedy w mundialach – jeszcze z udziałem 32 reprezentacji – grało raptem pięć ekip z Czarnego Lądu. Na powiększeniu mistrzostw do 48 drużyn skorzystała też Azja. W MŚ 2026 miała ona dziewięciu swoich reprezentantów, też prawie o połowę więcej niż wcześniej. A głosy z Afryki i Azji w głosowaniu na szefa FIFA to łącznie 101 głosów. Dodając do tego Amerykę Płd. czyli CONMEBOL – 10 członków, to 111 głosów, a cała FIFA zrzesza łącznie 211 związków. Łatwo policzyć czy takie wsparcie Infantino wystarczy do przedłużenia swojej prezydentury w FIFA, która trwa od 2016 roku, od momentu, jak w niesławie musiał odejść poprzedni szef związku Sepp Blatter, też Szwajcar. Właśnie Blatter, oczyszczony przez sądy z zarzutów korupcyjnych, za które stracił przecież w 2015 stanowisko szefa FIFA… Na nowego prezydenta światowej federacji popiera norweską prawniczkę, 45-letnią Lisę Klaveness, która od czterech lat kieruje Norges Fotballforbund czyli norweskim związkiem. Czy takie poparcie wystarczy? Bardzo wątpliwe.



