Korespondencja z Maroka. Rozmowa z trenerem Claude Le Roy i… zagadka

CLAUDE LE ROY PODCZAS PUCHARU NARODÓW W MAROKU. FOT. MICHAŁ ZICHLARZ

W przeciągu kilku miesięcy udało mi się przeprowadzić dwie rozmowy z dwoma znakomitymi francuskimi szkoleniowcami, legendami w afrykańskim futbolu. We wrześniu w Hradec Kralove rozmawiałem z Herve Renard, który do mistrzostwa kontynentu sensacyjnie doprowadził Zambię w 2012 roku i Wybrzeże Kości Słoniowej trzy lata później.

W Maroku po ćwierćfinałowym spotkaniu w Rabacie na imponującym Prince Moulay Abdellah Stadium rozmawiałem z Claude Le Roy będącym rekordzistą w prowadzeniu afrykańskich reprezentacji na Pucharach Narodów, na których był aż 9 razy! W 1986 z Kamerunem był wicemistrzem, dwa lata później już mistrzem. Ja pamiętam go z PNA 2008 na którym byłem w Ghanie. Z Czarnymi Gwiazdami skończył wtedy na 3 miejscu. Wielka postać.

Jest pan rekordzistą jeżeli chodzi o prowadzone reprezentacje na Coupe d’Afrique, bo prowadził pan ich aż 9. Praktycznie wszystkie z sukcesami, bo wicemistrzostwo i mistrzostwo z Kamerunem w latach 80. Z dobrym skutkiem radził pan sobie w Senegalu czy z narodowym zespołem Ghany, który w 2008 roku skończył na 3 miejscu, a reprezentacja była na 14 miejscu w rankingu FIFA. Nieraz w Afryce mierzył się pan z naszym Henrykiem Kasperczakiem. Jak go pan wspomina?

- Wiele razy miałem się z nim okazję mierzyć w meczach przeciwko sobie. Jak go wspominam? Jako wielkiego trenera i wielkiego piłkarza, bo pamiętam go jeszcze z czasów, kiedy z powodzeniem grał dla reprezentacji Polski. Wielka postać w futbolu, ale też wielki człowiek, który interesował się wieloma poza boiskowymi rzeczami. Miał czy ma wiedzę na temat wielu dziedzin życia.

Jest pan nie tylko rekordzistą jeżeli chodzi o prowadzone reprezentacje na Pucharze Narodów, ale też liczbę meczów na tej imprezie, bo jako szkoleniowiec był pan na ławce w aż 38 spotkaniach. Jak porównać to co było w latach 80., a z czym mamy do czynienia teraz?

- To co było a jest teraz, to wielka różnica. Futbol się rozwija, zmienia, tak jest wszędzie. Nie mówię, że wtedy było gorzej, że byli gorsi piłkarze, nie. Wszystko idzie do przodu. Mam porównanie z tym co było w moich czasach, kiedy sam jeszcze byłem czynnym zawodnikiem. Od tego czasu w futbolu nastąpiły ogromne zmiany.

Od 2019 roku, ten turniej jest czwartym, w którym grają aż 24 drużyny. To był dobry pomysł?

- Nie. Kiedy widzimy przykładowo taki zespół jak Botswana, to widzimy, jakie są różnice, dysproporcje. Nie uważam, żeby dla afrykańskiego futbolu był to najlepszy format. Optowałbym za tym co było przez lata czyli 16 drużyn rywalizujące w czterech grupach. To byłoby najlepsze rozwiązanie, no ale widzimy w jakim kierunku zmierza kierowany przez FIFA i CAF futbol. Chcą tylko więcej pieniędzy, tylko o tym mówią, o tym myślą, w tym kierunku to ma iść. Zresztą tak jest nie tylko w piłce, ale też w innych obszarach, spójrzmy na to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Rządzi pieniądz.

A pomysł CAF, Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej, żeby Puchar Narodów był rozgrywany nie co dwa lata, jak to ma miejsce od początku imprezy, od 1957 roku, a co cztery. Jak się panu podoba?

- Głupia rzecz, głupi pomysł. Kiedy wszystko jest rozgrywane co dwa lat, to jest szansa na poprawienie tej futbolowej infrastruktury, na budowę w wielu miejscach nowych stadionów. Do tego chodzi budowa dróg, rozbudowa lotnisk czyli wszystkiego tego, co wiąże się z rozgrywaniem u siebie dużej sportowej imprezy. Tutaj przede wszystkim chodzi o kraje Afryki Subsaharyjskiej, tej biedniejszej części kontynentu. Co do FIFA, to kompletnie nie rozumiem działań tej organizacji. Nie wiem czemu ma służyć rozgrywanie takiego turnieju jak Arab Cup [chodzi o rozgrywany w Katarze w grudniu FIFA Arab Cup. Finał rozegrano kilka dni przed startem Pucharu Narodów w Maroku… - przyp. red.]. Takie pomysły wywołują tylko śmiech politowania. Do tego niedawne klubowe mistrzostwa świata. Czemu to ma służyć? To wszystko brak szacunku do piłki.

Do tego 48 reprezentacji w nowej formule MŚ.

- To wszystko są wielkie pomyłki futbolowych władz. Za to widzę tutaj wielki szacunek dla pieniądza.

Rozmawiamy podczas Pucharu Narodów Afryki, przed nami półfinały i jaka jest ocena turnieju w Maroku?

- Wysoka. W grze pozostali sami faworyci, a co powtarzam od początku, to moim zdaniem Maroko, jeżeli chodzi o sprawy taktyczne, jest poukładane, zorganizowane, są na ciut wyższym poziomie niż reszta. Walid Regragui pokazuje, że jest doskonałym trenerem, a sposób w jaki rozegrali ćwierćfinałowy mecz z Kamerunem był perfekcyjny. To świetny taktyk, to jego zasługa w dużej mierze, że zespół wygrał 2:0.

Pan w swojej karierze prowadził wielu znakomitych afrykańskich piłkarzy. Kogo wskazałby pan jako numer 1?

- Roger Milla? Tak myślę. Byli też inni, jak George Weah, Samuel Eto’o, ale Milla był ponad wszystkich. Gracz nieprawdopodobnego formatu.

Teraz widzimy takiego zawodnika?

- Jest wielu dobrze grających i pokazujących się graczy, ale nie, żeby można było ich porównać do Milli. Na pewno może podobać się gra zaliczającego dobry turniej Brahim Diaza. Na początku operował głównie z przodu, teraz stara się zejść do środka, na bok. To niesamowite jak się porusza, jak pomaga drużynie.

A 17-letni Senegalczyk Ibrahim Mbaye?

- Super gracz! Czy drugi Mbappe? No musi jeszcze trochę pobiegać, postarać się, żeby nim zostać (śmiech). Na pewno ma jednak to coś, żeby zostać graczem wielkiego formatu.

Na koniec pytanie o Polskę, o polską piłkę, jakie ma pan z nią skojarzenia, jakie nazwiska się pojawiają w głowie?

- Na pewno Szarmach. Polska wydała wielu zresztą wielu znakomitych zawodników. A opowiem panu historię…

Tak?

- Pewnie pan go nie zna, nie słyszał o nim. To było zresztą w dawnych czasach, sam miałem wtedy 18, 19 lat, to grałem razem ze znakomitym polskim pomocnikiem. Jako młodziutki chłopak opuścił Polskę, grał we Francji. Chodzi o Josepha Szczyrbę. S-Z-C-Z-Y-R-B-A. Nie wiem gdzie w Polsce grał. Wyjechał do Francji, odłączył się od zespołu i został jako młody chłopak. To było podczas turnieju w Cannes. Występował w Rouen, w Gueugnon, gdzie był prawdziwą rewelacją. Przyjaźniłem się z nim.

CLAUDE LE ROY

Data urodzenia: 6 luty 1948 r.

Miejsce urodzenia: Bois-Normand-près-Lyre

Prowadzone reprezentacje: Kamerun (1985-88), Senegal (1989-92), Malezja (194-95), Kamerun (1998), DR Konga (2004-06), Ghana (2006-08), Oman (2008-11), Syria (2011), DR Konga (2011-13), Kongo (2013-15), Togo (2016.21)

Sukcesy: mistrzostwo Afryki 1988, wicemistrzostwo Afryki 1986, trzecie miejsce w PNA z Ghaną w 2008. W 2018 roku prezydent Liberii George Weah nadał Claude Le Roy, razem z Arsene Wengerem, tytuł Komandora Orderu Wyzwolenia Afryki

Zagwozdka trenera Le Roy

Kim był czy jest Joseph Szczyrba, o którym  wspomina legendarny Claude Le Roy?

Najpierw musiałem ustalić pisownię nazwiska byłego reprezentanta Polski juniorów. Potem poszukać danych na jego temat. Te znalazły się na stronie francuskie klubu FC Gueugnon w zakładce „des joueurs” czyli piłkarze.

„W 1964 roku, jako członek polskiej juniorskiej reprezentacji narodowej (6 występów), wziął udział w renomowanym międzynarodowym turnieju organizowanym w Cannes podczas świąt wielkanocnych. Pod koniec tego turnieju zdecydował się nie wracać samolotem do ojczyzny i schronił się u wujka w Herinie, niedaleko Wallers, klubie prowadzonym przez byłego zawodnika Gueugnon, Jean-Claude’a Bielickiego. Po odbyciu rocznego zawieszenia nałożonego przez polską federację, ten nie zwlekał długo, by go zaciągnąć, a następnie, biorąc pod uwagę jego zalety, zgłosić swojemu przyjacielowi Andre Berthommier, sekretarzowi FC Gueugnon. Szybko został świetnie przyjęty i pod pseudonimem „Joseph” i stał się jednym z ulubieńców publiczności Stade Jean Laville”.

Świetny technik, wiele widzący, wykonujący dobrze stałe fragmenty gry. W 1969 z Les Forgerons czyli z Kowalami awansował aż do ćwierćfinału Pucharu Francji. Potem przeszedł do FC Rouen, gdzie występował razem z Claude Le Roy, ale gdzie nie szło mu już tak dobrze, jak w klubie z Burgundii. Na swoim koncie ma występy i w Ligue 1, większość w Ligue 2, a także w Coupe de France. Skończył w III ligowym klubie SO Cholet.

Pytanie zasadnicze, gdzie grał urodzony w Gliwicach 18 maja 1946 roku piłkarz? Krótkie dziennikarskie śledztwo niewiele daje. – Szczyrba? Nie przypominam sobie takiego zawodnika. W 1964 sam byłem jeszcze w Stali Zabrze. Nie słyszałem o nim – mówi Henryk Kasperczak, sam rocznik 1946, tyle że z Zabrza. W podobnym tonie wypowiada się Włodzimierz Lubański, rocznik 1947 i jak Szczyrba, też urodzony w Gliwicach. – Nie pomogę panu. Nie znam go, nie słyszałem o nim – mówi legenda polskiego futbolu.

Docieram do informacji, że to był zawodnikiem Piasta. W pomoc zaprzęgnięte zostają tuzu futbolu w Gliwicach, jeżeli chodzi o wiedzę na jego temat, historię, ludzi, a więc były zawodnik, potem wieloletni działacz, prezes, Marcin Żemaitis oraz piłkarski pasjonat, statystyk Grzegorz Muzia. Też niewiele wskórali. – Gdyby żył Andrzej Potocki, to pewnie byśmy to szybko ustalili, a tak, ludzie z którymi rozmawiałem i pytałem o Szczyrbę, to nie słyszeli o takim zawodniku. Dobrze byłoby, gdyby związany był z Piastem – mówi Marcin Żemaitis. Być wkrótce uda się na temat Józefa „Josepha” Szczyrby ustalić coś więcej…

Ten wpis zostal opublikowany w czwartek, Styczeń 22nd, 2026 o 13:00 i jest napisany pod Afryka. Mozesz sledzic komentarze do tego wpisu poprzez RSS 2.0 kanal. Mozesz rowniez zamiescic komentarz, lub sledzic post ze swojej wlasnej strony.

 

Zamiesc komentarz