W drodze po wicemistrzostwo

Dokładnie 23 lata temu, prowadzona przez polskiego trenera Henryka Kasperczaka reprezentacja Tunezji, wywalczyła wicemistrzostwo Afryki. W decydującym spotkaniu „Orły Kartaginy” uległy RPA 0:2. Finałowy mecz na „Soccer Stadium” obserwowało 80 tys. widzów, w tym Nelson Mandela.

Pomijając wielkie sukcesy piłkarskie 72-letniego dziś Kasperczaka, to dla młodszych fanów, to przede wszystkim szkoleniowiec, który z sukcesami prowadził wiele klubów. Z FC Metz zdobył Puchar Francji, z Montpellier awansował do ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, a jedenastki z Saint-Etienne i Strasburga wprowadził do Ligue 1. Z Racingiem Paris awansował w 1990 do finału Pucharu Francji. W tym samym roku „France Football” przyznał mu tytuł trenerem roku nad Sekwaną. A w Polsce? Z Wisłą Kraków ma na swoim koncie trzy tytuły mistrzowskie i porywającą grę z „Białą Gwiazdą” w Pucharze UEFA w sezonie 2002/03.

Oferta z Tunezji

Popularny „Henri” to jednak przede wszystkim Czarny Ląd. Pracę tam rozpoczął pod koniec 1993. Objął ówczesnego mistrza kontynentu Wybrzeże Kości Słoniowej, z którym podczas Pucharu Nardów Afryki 1994 na tunezyjskich boiskach wywalczył 3 miejsce. Zaraz po zakończeniu tej najbardziej prestiżowej imprezy podpisuje kilkuletni kontrakt z Tunezyjskim Związkiem Piłki Nożnej.

Cztery lata na stanowisku selekcjonera „Orłów Kartaginy”, to pasmo sukcesów. Wicemistrzostwo i ćwierćfinał w mistrzostwach kontynentu, występ na igrzyskach w Atlancie i gra w finałach mundialu 1998. A mogło być jeszcze lepiej…

Rozgrywany na przełomie stycznia i lutego Puchar Narodów 1996 w Republice Południowej Afryki był szczególna imprezą. Turniej rozgrywano przecież w państwie, gdzie ledwie dwa lata wcześniej skończono z polityką apartheidu czyli segregacji rasowej. Przez to narodowa jedenastka RPA, z powodu sankcji, wyłączona była przez dziesiątki lat z międzynarodowej rywalizacji. Faktycznie tamten turniej miał się odbyć w Kenii, ale z powodu opóźnień i zaniedbań organizacyjnych, podobnie zresztą jak i teraz, kiedy to w ostatniej chwili przeniesiono zawody z Kamerunu do Egiptu, impreza odbyła się na stadionach w Johannesburgu, Durbanie, Port Elizabeth i Bloemfontein. Prowadzeni przez Kasperczaka Tunezyjczycy nie należeli do faworytów. Świadczyły o tym rezultaty grupowych starć. „Orły” pod wodzą polskiego szkoleniowca nie radziły sobie na początku dobrze. Remis z Mozambikiem 1:1 i porażka 1:2 z faworyzowaną Ghaną sprawiły, że jedenastka z Afryki Północnej była jedną nogą poza turnieje. Trzeba było wygrać ostatnie grupowe spotkanie z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Tak też się stało. Znający dobrze swoją byłą drużynę Kasperczak rozpracował rywala. Na początku drugiej połowy Tunezja prowadziła już trzema golami, żeby wygrać zwyciężyć 3-1. Do domu musiały się więc pakować „Słonie”. „Orły Kartaginy” grały zaś dalej. W ćwierćfinale rywalem był Gabon. I tutaj Tunezji sprzyjało szczęście. Po 120 minutach był remis 1:1. Egzekwowali jednak lepiej jedenastki, żeby serię karnych wygrać 4-1.

Dwa gole w końcówce

W środę 31 stycznia 1993 w Durbanie, kolejnym rywalem była Zambia. Stawką był finał jubileuszowego, bo XX Pucharu Narodów. Tamto spotkanie to popis zespołu prowadzonej przez Kasperczaka. Dwa razy do siatki trafia Adel Sellimi, który później będzie występował we francuskim Nantes. Po jednym dokładają świetny Zoubeir Baya oraz Kaies Ghodhbane. Ostatecznie kończy się wielką wiktorią Tunezyjczyków. Zwyciężają po niezwykle emocjonującym spotkaniu 4:2.

W sobotę 3 lutego na Soccer City Stadium w Johannesburgu rywalem są gospodarze. Mecz wywołuje ogromne zainteresowanie. „Bafana Bafana” dopingowani są przez 80 tysięcy fanów. Przez lata w RPA było i dalej jest tak, że futbol jest dla czarnych, a rugby dla białych. Na trybunach jest prezydent Nelson Mandela, a także król futbolu Pele.

- Nie zaczęliśmy źle. Niestety, to nie nam udało się zdobyć gola. Zabrakło trochę szczęścia, może też zagraliśmy słabiej niż we wcześniejszych spotkaniach – wspomina tamto spotkanie Kasperczak. Przez długi czas jest bezbramkowy remis. W końcówce do siatki trafia jednak dwa razy Mark Williams. Nie był to wielki piłkarz, grał potem w Chinach, ale w decydującym momencie przechylił szalę wygranej na konto RPA, które mogło się cieszyć z pierwszego i jedynego triumfu w mistrzostwach Afryki. Tunezyjczykom na wygraną przyszło poczekać do 2004 roku, kiedy turniej ponownie odbywał się u nich.

Przywitani z honorami

Warto dodać, że w 22-osobowej kadrze Tunezyjczyków na turniej na południu Afryki, nie było ani jednego zawodnika, który grałby poza swoim krajem. Dopiero po imprezie w RPA wielu z nich wyjechało do klubów z Europy. Teraz to sytuacja nie do pomyślenia. Kadry większości afrykańskich reprezentacji oparte są o graczy występujących w czołowych europejskich klubach.

Wicemistrzostwo przyjęto jako wielki sukces. Po powrocie do domu nikt nie rozpaczał, a trener Kasperczak i piłkarze zostali przyjęci z wszystkimi honorami. W Tunisie witały ich tłumy. – To było coś niesamowitego! Otwartym autobusem przejechaliśmy przez całe miasto. Wiwatom i gratulacją nie było końca. Było tak jak w Warszawie w 1974 roku, kiedy po powrocie z tak udanych dla nas mistrzostw świata w RFN witały nas takie tłumy – wspomina tamto wydarzenie „Henri”, który później, do półfinałów PNA wprowadził jeszcze Mali.

Ten wpis zostal opublikowany w niedziela, Luty 3rd, 2019 o 13:05 i jest napisany pod Afryka. Mozesz sledzic komentarze do tego wpisu poprzez RSS 2.0 kanal. Mozesz rowniez zamiescic komentarz, lub sledzic post ze swojej wlasnej strony.

 

Zamiesc komentarz